Statcounter

czwartek, 29 kwietnia 2010

Spacer

Zawekowałam się na ostatnich kilka miesięcy w domu, wychodząc z niego właściwie tylko wtedy, gdy wymagała tego ode mnie praca (czyli gdzieś tak 2 razy w miesiącu). Na co dzień praca wymaga raczej siedzenia na miejscu.
Dziś jednak zebrałam się w sobie, poszłam na spacer do pobliskiego parku i z przerażeniem stwierdziłam, że prawie przegapiłam wiosnę.
Zeby wiosna mi tak szybko nie uciekła, a na blogu nie straszyły jesienne obrazy (wygląda na to, że zimę też przespałam), wrzucam kilka dzisiejszych zdjęć:








wtorek, 2 marca 2010

Zamieszkał u mnie Kot!!!

Przyjechała w niedzielę i już jestem absolutnie zakochana. Tzn. zakochana jestem odkąd zobaczyłam ją kilka miesięcy temu na zdjęciu. Teraz to już euforia.
Jest wesoła, lubi się bawić, włazić na kolana, mruczeć, jeść, biegać za piłeczkami, spać na klawiaturze, spać w ogóle, gryźć długopisy, kłaść się pod lampą.
Mam nadzieję, że będzie jej u nas dobrze.

niedziela, 28 lutego 2010

Złośliwość rzeczy martwych

Parę miesięcy temu zakochałam się w fimo. Oglądalam cuda, które można stworzyć z polimerowej glinki i swierdziłam, że ja też chcę spróbować. Zakupiłam glinkę, komplet narzędzi do cięcia i rzeźbienia, akrylowy wałek i kilka drobiazgów. Zabawa mi się spodobała, zapragnęłam więc małego elektrycznego piekarnika do wypiekania moich dzieł.
Zażyczyłam sobie takowy na Gwiazdkę. Niestety, tu nastąpiło rozczarowanie pierwsze.
Mój prezent dotarł dość poważnie uszkodzony. Nic to, żyło się trzydzieści lat bez piecyka do glinki, przeżyje się jeszcze parę tygodni. Po Świętach wysłałam reklamację do sklepu, akcje z wymianą trwały ponad miesiąc: czekanie na kuriera, przeciągająca się naprawa, pomylony adres wysyłki i nie pamiętam co jeszcze. Nic to. W końcu dostałam nowy piecyk. Przetestowałam go na kiełbaskach. Test wypadł pozytywnie. Do wypiekania glinki podchodziłam jak pies do jeża. Kiedy w końcu odważyłam się użyć piekarnika zgodnie z przeznaczeniem, poukładałam moje wyroby na ruszcie, uruchomiłam urządzenie i ..... huk, błysk, dym, grzmot. I ciemność, bo wywaliło korki.

I jak tu, nawet wbrew rozsądkowi, nie pomyśleć o zmowie mrocznych sił, które chcą mnie odwieść od nowego hobby? Czy może to tylko test siły mojej woli? :)

W tym momencie mój zapał osłabł. Mam co robić. Na drutach na przykład. Przynajmniej to nie grozi wysadzeniem mieszkania.

A od jutra szykuje mi się jeszcze jedno zajęcie. :)

czwartek, 21 stycznia 2010

Poczułam się zmotywowana...

do zamieszczenia kolejnej notki. Pochwalę się Damą w Kapeluszu, która od świąt wisi na honorowym miejscu w pokoju mojej mamy.:)
Niestety, mimo kilku prób nie udało mi się zrobić porządnego zdjęcia. Kolory są nieco przekłamane.






Troszkę zmieniłam oryginalny projekt. Po przyszyciu kilkunastu koralików na sukience stwierdziłam, że jest ich tam za dużo i bardzo śmiecą, więc odprułam. Pozbawiłam suknię również niektórych backstitchy, bo wyglądała na pocerowaną. :)

Wyszywanie kapelusza było drogą przez mękę. Po trzech godzinach siedzenia nad instrukcją, miętolenia wstążeczki na kształt róży, która za nic różą stać się nie chciała, byłam bliska płaczu.
Zrezygnowana odłożyłam schemat i zrobiłam kwiatuszki po swojemu.

niedziela, 1 listopada 2009

środa, 28 października 2009

jesiennie

Za oknem szaro i ponuro, poprawiam więc sobie humor podziwiając jesienne kolory, zachowane w ciocinym ogródku.






piątek, 16 października 2009

Luna

Prawie od początku miesiąca siedzę nad Luną. Dobijające jest to, że mimo kilkunastu godzin pracy nie widać postępów. Haft jest wielki (550 x 729 krzyżyków), materiał drobniutki (8 krzyżyków na 1 cm) i na razie nie wiele się na nim dzieje. Cóż, zachciało mi się obrazka, to mam. Może za parę lat skończę. :)



Przybyło też trochę krzyżyków na Victorian Elegance. To bardzo przyjemna praca, idzie szybko, prawie każdy ścieg wnosi coś nowego do obrazka. Boję się tylko, że zabraknie mi muliny dołączonej do zestawu. Schodzi w błyskawicznym tempie.