Statcounter

środa, 3 sierpnia 2011

Helene Tran 6

Podoba mi się to rejestrowanie postępów hafciarskich na zdjęciach.
Mój zapał do pracy zdecydowanie rośnie.



Metalizowana mulina nie dawała mi jednak spokoju, postanowiłam więc przetestować Thread Heaven. Nie zawiodłam się. To maleńkie niebieskie pudełeczko poprawiło bardzo wyraźnie komfort pracy. Może nie idzie tak gładko jak ze zwykłą muliną, ale nić po zastosowaniu preparatu (ma on woskopodobną konsystencję) jest mniej sztywna, nie łamie się i strzępi zdecydowanie mniej.
Polecam.

środa, 27 lipca 2011

takie tam...



Do Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie (mnie dyplom przyznała jeszcze Akademia Rolnicza) mam stosunek bardzo ciepły. Czasem sentymentalny i z roku na rok coraz bardziej za uczelnią tęsknię. Chyba czas, żeby zafundować sobie kolejne studia podyplomowe.
Czasem żałuję, że nie od razu doceniłam kierunek, który studiowałam - ogrodnictwo. Był dla mnie z początku tylko przechowalnią i odraczał podjęcie bardziej poważnych życiowych decyzji.

4 lata temu tutaj pisałam tak (trochę pretensjonalne i napuszone, wiem ;)):

refleksje przy podlewaniu
Po kilku miesiącach przerwy znowu pracuję w zawodzie. Od dwóch tygodni żyję w stanie permanentnego zdumienia. Jestem zafascynowana bogactwem natury, mnogością form ogrodowego życia. Barwy, kształty, geometryczne cuda. Obfitość, przepych i piękno. Tym otaczam się przez 24 godziny w tygodniu. Kocham miejsce, w którym pracuję. Kocham swój zawód. Poznawanie świata roślin to moje zadanie na całe życie. Nie doceniałam tego w czasie studiów. Nie umiałam dostrzec tego czaru, który teraz tak silnie mnie oplata. Uprawiam najpiękniejszy zawód na świecie.
Jestem ogrodnikiem.


i tak:

Praca w ogrodzie to szkoła życia. Naprawdę. Uczy cierpliwości, pokazuje, że na wszystko jest odpowiedni czas, a wielu rzeczy przyspieszyć się nie da. Żmudne, wielogodzinne powtarzanie danej czynności (pikowanie, cięcie sadzonek) wymaga koncentracji i dokładności, precyzji w każdym ruchu. Ogród uczy, że czasem trzeba coś poświęcić, aby otrzymać coś w zamian.
Czasem trzeba coś zabić, by mogło żyć coś.
Uczy pokory, każe zgiąć kolana i pochylić głowę. Ogrodnik wie, że nawet wielki wysiłek może pójść na marne. W ogrodzie docenia się wartość swojej i cudzej pracy. Odpowiedzialność i przewidywanie są często kluczem do sukcesu. Można się popłakać patrząc, co zrobiła falanga ślimaków z niezabezpieczonymi w porę siewkami, a eksperymentu powtórzyć się już nie da. Trzeba umieć przyjmować porażki i wyciągać wnioski.
Każdy dzień to okazja do nauki, żeby naginać zasady, trzeba je najpierw poznać.
Bywa, że trzeba w sobie coś przełamać, dotknąć dżdżownicy, zbierać ślimaki, wytrzymać łaskotanie pajęczych nóżek na karku.
To także źródło radości. Gdy krople rosy na kostrzewach lśnią jak rozsypane klejnoty, gdy z konewki wylewa się tęcza, gdy z włosów sypie się torf, a skóra pachnie trawą, czy można chcieć więcej?


I dalej tak myślę, mimo że od dwóch lat mam bardzo biurkową pracę z ogrodnictwem zupełnie nie związaną. We wrześniu część moich fascynacji odżyje. Będę się znów realizować jako florystka i ogrodnik. Może nie na taką skalę i w odwrotnych proporcjach niż w OB, ale od kilku miesięcy myśl o powrocie do zawodu wywołuje we mnie poczucie ekscytacji. Trochę się też tego boję. Nawet bardziej niż trochę.
Z mojej obecnej pracy nie rezygnuję, zmieniam tylko zakres i warunki. Kiedyś już jednak ciągnęłam dwie posady i jakoś szło, więc może teraz też dam radę. Trzeba się tylko porządnie zorganizować.
Problemem jest też moje lenistwo. Przyzwyczaiłam się do komfortu pracy w domu. Do tego, że nie tracę czasu na dojazdy, mogę wstawać pół godziny przed rozpoczęciem pracy, sama sobie organizuję plan działania.
Teraz czeka mnie wczesne wstawanie, czasem praca w weekendy, konieczność podporządkowania się wymogom klientów. Będę mieć zdecydowanie mniej czasu dla siebie i na moje hobby.
Plusów jest jednak znacznie więcej.

niedziela, 24 lipca 2011

Urlop mi się skończył

A w czasie urlopu odwiedziłam jedno z najpięknieszych miejsc na Ziemi.























środa, 29 czerwca 2011

wtorek, 28 czerwca 2011

Helene Tran 5



Znów kilka dodatkowych ściegów. Im bliżej końca, tym szybciej i przyjemniej mi się haftuje.
Dziś zauważyłam, że popełniłam błąd. Źle policzylam nitki i zgubiłam jeden rząd krzyżyków. Pierwszą myślą było prucie. Kiedy jednak uswiadomiłam sobie, jak dużego fragmentu musiałabym się pozbyć, postanowiłam zostawić haft w spokoju. Kombinuję więc jak mogę i staram się, żeby moja pomyłka była jak najmniej widoczna.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Helene Tran 4


Pomału do przodu. Robię wszystko, żeby omijać balustradkę z metalizowanej muliny. ;)

środa, 25 maja 2011

kolejne sutaszowe wprawki

mam tylko 2 kolory sznureczków i czarne koraliki, bo tym dysponowała moja osiedlowa pasmanteria, ale poczyniłam już odpowiednie zamówienia i z wielką niecierpliwością czekam na przesyłki. Technika jest bardzo wciągająca, ale też bardzo dla mnie trudna.
Jestem raczej niecierpliwa, a sutasz wymaga dość starannego planowania. Nie nuży mnie żmudne nizanie koralików, ale na przemyślenie wzoru jakoś nie mam ochoty. Kombinuję z techniką i bawię się dobrze. Gorzej, jak będę chciała dojść do jakiegoś konkretnego efektu. Na razie wystarcza mi, że "coś" wychodzi.


Znowu się muszę usprawiedliwić, ale zdjęcia w pomieszczeniach nie wychodzą mi w ogóle. Następnym razem będę chyba fotografować na zewnątrz.